Artykuły

Złapani w sieć

Adam Karol Drozdowski

Pisałem w poprzednim numerze „Nietak!tu” i podtrzymuję tę definicję: off opiera się na spotkaniu ludzi. To z przypadkowych często spotkań wyrastają grupy, które nadają później ton ruchowi teatru niezależnego (jak w przypadku goleniowskiej Bramy), artystyczne wymiany i współprace zawiązują się podczas spotkań na festiwalach – programy większości działań animacyjnych (jak choćby Lato w Teatrze w Stepnicy) i festiwali organizowanych przez alternatywę budowane są w oparciu o sprawdzonych, poznanych wcześniej twórców z innych grup. To komunał, ale należy go przypomnieć: w offie nie dzwoni się po specjalistów z książki telefonicznej, ale po przyjaciół, którzy dzielą tę samą pasjonacką postawę.

Choć jest to proces zupełnie naturalny wobec otwierającej ten tekst definicji, rodzi jednak dwa podstawowe problemy. Pierwszym jest hermetyzacja grup wewnątrz szeroko pojętego środowiska. Zespoły już wzajemnie oswojone wymieniają się między sobą, rzadko – choć nie jest to spowodowane kierunkową niechęcią, raczej swego rodzaju organizacyjną zachowawczością – dopuszczając do siebie nowe formacje. W efekcie wiele offowych festiwali odbywających się w tym samym sezonie (np. w danym regionie, choć kategoria regionalności nie jest tu wiodąca) ma w dużej mierze identyczne programy, równocześnie niemające punktów stycznych z programami przeglądów z innego regionu, innej podgrupy. Drugi problem to stosunek osób spoza środowiska do działań offu: mając utrudniony wstęp do grup związanych już przyjaźnią i licznymi współpracami, czują się w tych działaniach zbędni i nie mają możliwości obserwować ich rzeczywistego charakteru. Tym łatwiej im widzieć je raczej jako pasję (w rozumieniu: hobby) niż pracę artystów niezależnych. W szerszej perspektywie prowadzi to do systemowego lekceważenia offu, również na poziomie władz samorządowych i centralnych.

Od obu tych zjawisk zdarzają się oczywiście wyjątki, coraz wyraźniejsze w ostatnich kilku latach, ale wciąż zasada jest ta sama: środowisko offowe jest naraz ideowo inkluzywne i organizacyjnie hermetyczne. Co więcej, sami twórcy niezależni widzą ten paradoks i jego negatywne dla nich samych skutki. Od lat z rosnącą intensywnością podejmują też kroki, by przeciwdziałać dalszej hermetyzacji. Odpowiedzią jest tu sieciowanie – identyczne de facto z jego naturalnym przebiegiem animowanie spotkań i współpracy, ale realizowane świadomie; systemowo pod względem struktury organizacyjnej wymian między grupami i z naciskiem na inkluzywność, szeroki dostęp do wspólnych dokonań. Dziś, po półtorej dekady prób stworzenia ogólnośrodowiskowej organizacji, off przy powracającym zainteresowaniu krytyki wydaje się być najbliżej wypracowania formuł wspólnego działania, które mają szansę przetrwać próbę czasu i wzmocnić cały ruch. Dlatego pozwolę sobie na krótkie résumé wcześniejszych znanych mi inicjatyw[1] i – w większości przypadków – przyczyn ich klęsk. Również po to, by pokazać, jak delikatną materią jest budowanie wspólnot o sformalizowanym charakterze.

Unia Teatralna

Z początkiem XXI wieku mocno już rozwinięte środowisko alternatywne województwa zachodniopomorskiego zorientowało się, że więzy przyjaźni i współpracy między poszczególnymi teatrami są i tak silne – szkoda byłoby więc nie wzmocnić ich dodatkowo na drodze formalnej, ułatwiając sobie organizację imprez i potencjalny dostęp do samorządowych funduszy. W ten sposób z bezpośredniej inicjatywy dyrektora Barlineckiego Ośrodka Kultury Zbigniewa Ligusa (i przy jego późniejszej koordynacji projektu) po wielu rozmowach w 2001 roku zawiązała się Unia Teatralna, zrzeszająca bazowo cztery ośrodki: Teatr Kod z Dębna, Wiatrak z Barlinka, Uhuru z Gryfina i Bramę z Goleniowa. Każdy z nich organizował wówczas duże jak na lokalne możliwości festiwale, odpowiednio: Dębnowską Triadę Teatralną, Barlineckie Lato Teatralne, Gryfińskie Spotkania Teatralne „Karton” i Goleniowskie Spotkania Teatralne „Bramat”. „Głównym celem zorganizowania tego przedsięwzięcia jest umożliwienie amatorskim grupom teatralnym zaprezentowania się w innych miejscach niż tylko rodzinne miasto. Myślę, że na naszych oczach wśród młodzieży rodzi się jakiś szerszy ruch teatralny”[2] – tłumaczył powody zawiązania Unii Ligus. Faktycznie celem Unii była wymiana spektakli między czterema festiwalami, również wymiana zapraszanych na nie z zewnątrz artystów i zajmujących się organizacją wolontariuszy. Szybko z dokonań Unii zaczęły korzystać inne ośrodki, a zawiązywane dzięki niej relacje rozprzestrzeniały się na cały region. „Tradycją stało się, że nawet po końcu Unii młodzi wzajemnie się zapraszali na swoje festiwale, pomagali sobie w organizacji, czy w formie wolontariatu, czy opieki technicznej. Każdy festiwal był formą integracji”[3] – wspomina projekt założyciel Uhuru Janusz Janiszewski. Artur D. Liskowacki widział w nim szansę na długofalowe wzmocnienie środowiska: „Aż dziw, że ogólnopolskie media nie uczyniły z niej dotąd bohaterki budujących programów i reportaży […] dotychczasowe edycje Unii świadczą o zjawisku głębszym, niż mógłby to wywołać jakiś wybuch sezonowego entuzjazmu”[4]. Unia Teatralna była jednak projektem – powstała dzięki dotacji z wniosku złożonego przez Ligusa w oparciu o cztery ośrodki, skończyła się wraz z końcem finansowania. ZOT, który powstał po latach niejako w oparciu o doświadczenia Unii, nie bez przyczyny w swoim manifeście zawarł frazę „ZOT nie jest projektem”. Janiszewski podkreśla jednak: „Ale nawet kiedy formalnie Unia nie przetrwała, przetrwała nieformalnie – i już bez składania kolejnych wniosków ludzie nadal się wspierali, wymieniali się. To przetrwało w ludziach, w teatralnej solidarności i współpracy”.

Federacja Teatrów Alternatywnych

„Środowisko teatru alternatywnego wie, że festiwal, który odbył się pod szyldem ŁST, nie ma nic wspólnego z jego wieloletnimi ideami. Wie o tym już też Ministerstwo Kultury, które go w tym roku dotowało […] Należę do pokolenia, które o swoje prawa walczyło na ulicach i może trochę dziwię się, iż wy tego nie uczyniliście”[5] – mówiła podczas dyskusji o alternatywie na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych w 2010 roku Ewa Wójciak. Zmiany, jakie zaszły w strukturze organizacyjnej ŁST, które początkowo doprowadziły do rozłamu na Spotkania fundacyjne i skreślone przez środowisko Spotkania organizowane przez Łódzki Dom Kultury, wreszcie ze śmiercią Mariana Glinkowskiego do całkowitego sprzeniewierzenia się pierwotnej idei festiwalu, odbiły się w offie szerokim echem. Teatry najmocniej związane z łódzką imprezą postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i zorganizować się same. Spiritus movens tej inicjatywy był założyciel Teatru Realistycznego ze Skierniewic, Robert Paluchowski. „Męczyło mnie to już od jakiegoś czasu. Myślę, że na razie będzie to dzieło mojego życia. To środowisko powinno znowu stać się silne. Powinno być tym, czym było w latach siedemdziesiątych. Tym, czym był teatr studencki, który walczył o ten kraj i zmiany w nim. Teraz to środowisko jest bardzo rozczłonkowane”[6] – tłumaczył ideę zawiązania Federacji Teatrów Alternatywnych. W styczniu 2011 w siedzibie Teatru Ósmego Dnia odbyło się pierwsze spotkanie grupy roboczej Federacji, podczas którego sformułowano wstępne ustalenia celów i manifest organizacji. Wzięli w nim udział przedstawiciele dziewięciu grup i instytucji z Łodzi, Skierniewic, Zgierza, Maszewa, Goleniowa, Bytomia i Poznania. Federacja po rejestracji w Poznaniu miała stać się tworem ogólnopolskim, rodzajem offowego ZASP-u, walczącym o prawa socjalne twórców niezależnych, uznanie reżyserów i aktorów teatru alternatywnego za pełnoprawne grupy zawodowe, zwiększającym dostępność wiedzy na temat alternatywy, wreszcie pośredniczącym w kontaktach offu z instytucjami publicznymi, również na poziomie wsparcia w produkcji i eksploatacji przedstawień. Działania na rzecz powstania Federacji gwałtownie przerwała choroba i przedwczesna śmierć Paluchowskiego, która wstrząsnęła środowiskiem offowym i po której temat nie został ponownie podjęty. Ewa Wójciak, która, będąc jeszcze dyrektorem miejskiej instytucji kultury, jaką są Ósemki, wspierała inicjatywę zwłaszcza moralnie, tłumaczyła: „Nie dziwię się tym ludziom, nie można mieć zastrzeżeń, że to przygasło. To wszystko jest działalność społeczna. Nie dość, że robią teatr właściwie społecznie, to jeszcze mieliby się zająć budowaniem takiej skomplikowanej struktury? Trzeba mieć na to czas, środki, poświęcić się temu. A oni mają własne, bardzo poważne kłopoty”[7]. Tę diagnozę śmiało można przywoływać także w kontekście innych zakończonych niepowodzeniem prób integracji środowiska niezależnego. Wobec Federacji dodatkowy zarzut – mimo udzielanych wówczas dość entuzjastycznych wywiadów – wysunął po czasie Daniel Jacewicz: „Nie obrażając nikogo – idea Federacji powstała nie z potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem, ale z poczucia utraty gruntu pod nogami, kiedy upadały Łódzkie Spotkania Teatralne. Nie chcę mówić, że chodziło tylko o utrzymanie miejsca do grania, bo to był ważny festiwal, ale wciąż nie była to pierwotna potrzeba, raczej odpowiedź na okoliczności”[8].

Zachodniopomorska Offensywa Teatralna

ZOT-ludzieNa kontrze do założeń Federacji Jacewicz podnosił: „W ZOT nawet jeśli jest kryzys, wspieramy się wszyscy nawzajem, bo ta struktura opiera się na ideach i marzeniach, na rzeczywistej wspólnocie”[9]. Potwierdza to Marek Kościółek: „Chociaż alternatywa bardzo mocno dostała po dupie przez ostatnią dekadę, to mimo wszystko zawsze powinna mieć pokusę inspirowania siebie wewnętrznie, nawzajem. Ludzie powinni ze sobą współpracować, żeby tworzyć wielkie idee. Trzeba mieć co rusz nowe idee, bo bez nich stajemy się słabsi, działanie rozbija się o własne podwórka, które są nikomu niepotrzebne. Dlatego między innymi powołaliśmy Zachodniopomorską Offensywę Teatralną, zrzeszającą dziesięć bytów teatralnych z województwa. Działając ze sobą razem, możemy zdziałać więcej – upatruję w tym nowej siły, nowej jakości”[10]. „Ideą ZOT-u było, żeby oprzeć się na doświadczeniach Unii Teatralnej i kontynuować taką dobrą współpracę. Jednak w ZOT-cie było widać przede wszystkim modą inicjatywę, młodzieńczą, spontaniczną energię”[11] – uzupełnia Janusz Janiszewski. Faktycznie, wśród założycieli Zachodniopomorskiej Offensywy znalazły się grupy najbardziej niezależne, jeżeli działające we współpracy z lokalnymi domami kultury, to nie pod ich auspicjami – a to, jak się zdaje, dla dzisiejszego offu spora różnica. Dziś zrzeszenie tworzy jedenaście teatrów z województwa i – przez bliskie związki z nimi Paluchowskiego i dzisiejszych członkiń – Teatr Realistyczny ze Skierniewic. Trudno wyznaczyć jedną datę zawiązania ZOT-u, organizacja powstawała i rozwija się nadal w procesie. Zacieśnienie relacji między grupami początkowo owocowało organizacją wspólnych akcji performatywnych w macierzystych dla nich miejscowościach, ustalaniem wspólnego kalendarza niekolidujących ze sobą terminów imprez, następnie pozyskaniem stałej dotacji celowej na działalność z urzędu marszałkowskiego (delegacja członków dziesięciu podmiotów okazała się mieć dostateczną liczebność, żeby urząd przyjął do wiadomości istnienie w regionie środowiska niezależnego), od 2013 roku cyklicznie zaczęto organizować „Z(l)OT-y”, otwarte dla publiczności minifestiwale, podczas których odbywają się walne zgromadzenia Offensywy; w 2014 uchwalono jej statut (jednak bez uzyskiwania osobowości prawnej), w 2015 rozpoczęła się jej współpraca z wrocławskim Instytutem Grotowskiego przy drugiej, szeroko zakrojonej edycji projektu Akademia Teatru Alternatywnego; dzięki staraniom szczecińskiej Kany rokrocznie program międzynarodowego festiwalu Kontrapunkt poszerzony jest o nurt „ZOT na Kontrapunkcie”, prezentujący bieżące dokonania zrzeszonych grup. Jednak wobec wcześniejszych doświadczeń w sieciowaniu największym sukcesem jest to, że ZOT wciąż działa, a pojawiające się w nim regularnie kryzysy są rozwiązywane. Członkowie organizacji stale szukają nowych dróg rozwoju i wzajemnego wsparcia – nawet jeśli okazuje się nimi po prostu szczera, prywatna rozmowa na zebraniu. Statut ZOT-u zakłada zresztą możliwość poszerzania liczby członków, ale nieobecność w nieformalnej wszak strukturze organizacji nie oznacza przy tym wyrzucenia poza nawias; stała współpraca między zachodniopomorskimi teatrami nie ogranicza się tylko do formacji zrzeszonych. Siłą ZOT-u jest niewątpliwie obecność w jego szeregach dwóch najbardziej doświadczonych grup: Kany z jej instytucjonalnym charakterem, który pozwala chociażby na przyjmowanie dotacji celowej, i Bramy, angażującej się w multum ogólnopolskich i międzynarodowych projektów, przy których współpracuje z teatrami członkowskimi. Charakter ZOT-u najlepiej określa zaś wypowiedź Jacewicza sprzed dwóch lat: „ZOT musi się nauczyć wewnętrznej organizacji nie po to, żeby rozbuchać się do nie wiadomo jakich rozmiarów, ale żeby umieć bronić swojego squatterskiego, hippisowskiego sposobu bycia. Są wśród nas osoby nieprzystosowane do normalnego funkcjonowania w systemie, w jakim żyjemy. Teatr alternatywny tworzą odszczepieńcy, zwichrowani i niepasujący. Chciałbym, żeby ZOT był na tyle silny, żeby móc takich ludzi akceptować, przytulać, dawać im przestrzeń i bronić poprzez wzajemne wsparcie, zaplecze poszczególnych teatrów, racjonalizowanie pewnych postaw w dyskusji”[12].

Teatr Katowice

Choć to nadużycie, pod tą wspólną nazwą postanowiłem streścić inicjatywy dążące do zsieciowania śląskiego offu. Było ich kilka, żadna jak dotąd nie zakończyła się sukcesem. Kilka lat temu próbę zrzeszenia podjęły teatry Rawa, Gry i Ludzie oraz Korez (współpracujące już wcześniej – grupy grały u siebie gościnnie ze względu na ograniczone własne możliwości lokalowe) doprowadzając jedynie w formule projektowej do wspólnie zorganizowanego dwudniowego festiwalu. W 2014 roku na bazie tego doświadczenia z inicjatywy Mirosława Neinerta, dyrektora Teatru Korez, podjęto kolejną próbę zjednoczenia katowickich grup niezależnych: do zespołów wymienionych powyżej dołączyły teatry Bez Sceny, A Part oraz Żelazny. Projekt Teatr Katowice miał obejmować lokalne środowisko offowe wsparciem organizacyjnym, finansowym i promocją. W jego ramach odbyło się w ówczesnej siedzibie Teatru Rawa spotkanie przedstawicieli wspomnianych grup, mające na celu stworzenie internetowej bazy danych o ruchu oraz listy najpilniejszych potrzeb środowiska, ze szczególnym uwzględnieniem środków trwałych, na podstawie której Neinert planował uzyskać wsparcie od miasta. Niestety planowany portal nie ruszył, od miasta nie udało się niczego uzyskać, kolejne spotkania nie przyniosły żadnych konkretnych ustaleń – i projekt się rozmył. Maciej Dziaczko z Rawy punktuje ponadto: „Do nas mało teatrów przyjeżdża z innych regionów. Festiwal A Part zaprasza głównie działania performatywne, Hartowanie Teatru w Bytomiu skupia się na zagranicy. Na Śląsku zresztą, co nie jest związane z żadną niechęcią, ale grupy offowe w ogóle nie współpracują. Nawet nie oglądają się wzajemnie. Śląsk jest specyficznym miejscem: jest tu wiele grup o długiej alternatywnej historii, jak A Part, wyrastający jeszcze z Teatru Cogitatur, jak Gry i Ludzie – one mają swoje wypracowane metody działania, pozyskiwania dofinansowań. Wiele z nich skupia się tylko na zagranicy, jak Suka Off, która mieszka w Katowicach, ale na terenie Katowic w ogóle nie działa, wręcz odcina się od Śląska. Jest też dużo zespołów działających od kilku lat, które tworzą ludzie po szkołach teatralnych i budują teatry prywatne, ale stricte repertuarowe, jak Żelazny, jak ze starszych Korez. Ich cele są inne niż starej alternatywy – one chcą pozyskać widza wokół swojej sceny. Jest dużo młodego offu, wyrastającego z grup szkolnych, o którym starzy nawet nie wiedzą, więc te grupy częściej jeżdżą na imprezy ZOT-u, w tamte rejony. Za mało jest punktów stycznych między tymi teatrami, każda z grup widzi siebie jako ten prawdziwy off, więc na festiwale nie zapraszają innych zespołów stąd, tylko zawsze z daleka”[13]. Wobec tej sytuacji swego rodzaju próby zintegrowania środowiska prowadziło również Śląskie Laboratorium Pedagogiki Teatru, organizując z jednej strony kursy dla instruktorów teatralnych z regionu i animując wymianę między nimi, niezależnie od charakteru prowadzonych przez nich grup, z drugiej – zapraszając twórców offowych z innych regionów na warsztaty dla lokalnych artystów niezależnych (w ramach tego programu pojawiali się m.in. Marek Kościółek, Leszek Bzdyl, Oleg Drach). Doszło też do dwóch spotkań zorganizowanych przez Laboratorium w Teatrze Śląskim, mających na celu bezpośrednio sieciowanie tamtejszego offu, stworzenie internetowej platformy wymiany informacji (bazując częściowo na doświadczeniu grupy Inkubator Teatralny, która śledzi ruch niezależny i dokumentuje jego dokonania fotograficznie), promocji, zwiększenia dostępności wiedzy o offie – ale ta inicjatywa nie wzbudziła zainteresowania środowiska, pojawili się na nich przedstawiciele zaledwie kilku grup i po dwóch spotkaniach projektu nie kontynuowano. Dziaczko dodaje: „Te próby zawsze wyglądają podobnie – co dwa, trzy lata rozmawiamy, że trzeba by się połączyć we wspólnym działaniu, ale w tych spotkaniach nie bierze udziału całe środowisko i w efekcie one nic nie wnoszą, czasem wybierze się jakiś zarząd, po czym to pada. Po kilku takich podejściach ludziom już się nie chce w te rzeczy angażować”.

Towarzystwo Teatralne im. Jędrzeja Cierniaka

towarzystwo teatralneTowarzystwo Teatralne, wcześniej funkcjonujące jako Fundacja Graj!, jest zjawiskiem w tym spisie osobnym. Jego aktywność na polu mapowania i sieciowania wiąże się przede wszystkim z Simonem Blaschko, teatrologiem i animatorem kultury niemieckiego pochodzenia o polskich korzeniach, który wymarzył sobie wprowadzenie polskiego teatru offowego do powszechnej świadomości odbiorców i prawodawców – tak jak ma to miejsce w Niemczech, gdzie całe środowisko jest rozpoznane i stanowi ważną grupę nacisku na władze. Blaschko podejmował próby systemowego zmapowania offu w Polsce, w 2015 roku organizował spotkania robocze z przedstawicielami środowiska, mające na celu wykazanie najbardziej palących jego potrzeb, nawiązywał kontakt z warszawskim Instytutem Teatralnym, współpracował z ZOT-em, dążył do zanimowania szerszej wymiany międzynarodowej wśród grup niezależnych (Towarzystwo jest polskim przedstawicielem AITA/IATA – International Amateur Theatre Association – i jako takie może rekomendować teatry do udziału w zagranicznych festiwalach), chciał stworzyć instytucję parasolową – podobną do Federacji Teatrów Alternatywnych – będącą offową odpowiedzią na działalność ZASP-u. Wiele z tych starań rozbijało się o finanse i instytucjonalne procedury, co nie odbierało jednak Blaschko woli działania. Obecnie Towarzystwo jest partnerem Ogólnopolskiej Offensywy Teatralnej, Blaschko koordynuje w jej ramach działania grupy roboczej do spraw międzynarodowych.

Federacja Teatrów Niepublicznych

Na początku 2016 roku powstał komitet założycielski Federacji Teatrów Niepublicznych (określenie to musiało nawiązywać do środowiskowych dyskusji z obchodzonego rok wcześniej 250-lecia teatru publicznego w Polsce), składający się z przedstawicieli kilku organizacji, poruszających się w różnych sub-środowiskach. Wśród nich znaleźli się Marek B. Chodaczyński z Unii Teatr Niemożliwy, Grzegorz Laszuk z Komuny//Warszawa czy Paweł Płoski, na co dzień pracujący w warszawskim Teatrze Narodowym. Poprzez media społecznościowe rozeszła się informacja o zebraniu założycielskim, które odbyło się w marcu w siedzibie Instytutu Teatralnego w Warszawie. Przyjechali na nie przedstawiciele 54 grup i instytucji z całej Polski – żadne inne działanie na rzecz integracji nie doczekała się tak licznej reprezentacji środowiska. Zebranie miało jednak charakter czysto formalny, świadczący o niezrozumieniu podstawowych zasad funkcjonowania offu: zamiast próby wypracowania listy wspólnych potrzeb organizatorzy zaprezentowali przybyłym własną propozycję: „Do najpilniejszych spraw należy wprowadzenie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego »Programu Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi na lata 2017-2019«, którego założenia powstały w 2015 r. we współpracy z przedstawicielami środowiska, jednak nie zostały wdrożone. Ważne są także kwestie praktyczne – Federacja jako reprezentatywny głos środowiska będzie miała możliwość negocjowania warunków Programów Ministra, by dawały równe szanse instytucjom i organizacjom pozarządowym (dziś warunki te są bardziej korzystne dla instytucji, które zatrudniają stałych pracowników, posiadają biura i często finansowy wkład własny). Na poziomie lokalnym (samorządy wojewódzkie i miejskie) Federacja może wspierać wprowadzanie dobrych praktyk dotyczących m.in. konkursów grantowych, konkursów trzyletnich czy mianowania pełnomocników ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi”[14]. Wiodącym punktem programu była dyskusja nad zapisami statutu powoływanej Federacji, operująca konkretem oderwanym od faktycznych realiów funkcjonowania offu: obok wyboru władz Federacji ustalono m.in. wysokość rocznych składek członkowskich (przy założeniu, że obecni na zebraniu automatycznie stają się członkami organizacji). W czerwcu KRS z przyczyn formalnych odrzucił wniosek o rejestrację Federacji i jak dotąd nie zostały ujawnione żadne dalsze działania w tej sprawie; wątpliwe, czy temat zostanie na nowo podjęty, jako że niedługo później niezależnie od tej próby zawiązała się Ogólnopolska Offensywa Teatralna.

Ogólnopolska Offensywa Teatralna

OOTIdea powstania OOT wyrosła z rozmów Katarzyny Knychalskiej (redaktor naczelnej „Nietak!tu”) i Daniela Jacewicza o potrzebie dokumentowania dokonań offu oraz Knychalskiej i Tomasza Rodowicza z łódzkiej Chorei, dotyczących systemowego wsparcia teatrów offowych. Obok propozycji programu regrantingowego dla MKiDN wynikło z nich pierwsze, założycielskie spotkanie robocze Offensywy, które odbyło się w łódzkim Art_Inkubatorze w czerwcu 2016 roku. W pierwszych działaniach OOT siły połączyli przedstawiciele 38 grup z 14 województw. Początkowo czuć było dystans uczestników – po niefortunnym doświadczeniu Federacji Teatrów Nieinstytucjonalnych OOT mogło wydawać się kolejną próbą potraktowania środowiska z góry; spotkanie prowadzili wszak ludzie niewyrastający bezpośrednio z alternatywy przy wsparciu liderów najmocniej osadzonych w rynku (Rodowicz, Jacewicz, Ziajski, Skibiński). Efektywność działań Offensywy pozyskuje jednak sympatię i zaufanie coraz większej liczby zespołów. OOT podeszło bowiem do sieciowania teatru niezależnego – przy zachowaniu czułości na rzeczywiste potrzeby środowiska – systemowo: po pierwsze w kwestii recepcji krytycznej, promocji i upowszechniania wiedzy o ruchu – stworzony został portal off-teatr.pl, systematycznie zbierający dane o zespołach z całego kraju przy równoczesnym uruchomieniu prac nad poświęconymi w całości offowi numerami „Nietak!tu”; po drugie na drodze urzędowej – do MKiDN wystosowano list dotyczący sytuacji środowiska i przedstawiono projekt programu „Off-Polska”, mającego na celu wspieranie eksploatacji spektakli twórców niezależnych (jak dotąd bez odpowiedzi); po trzecie z myślą o rozwoju organizacji przydzielono poszczególnym regionom „opiekunów”, którzy pośredniczą w kontaktach między zespołami a OOT, a także rozdzielono zadania związane z konkretnymi potrzebami środowiska między grupy robocze (m.in. informacyjną, prawno-interwencyjną, edukacyjną, międzynarodową, badawczo-naukową), pracujących w trybie ciągłym, niezależnie od zjazdów Offensywy, podczas których aktualizują wyniki swoich działań. Łatwo zauważyć, że działania OOT łączą większość metod i postulatów z wcześniejszych prób integracji środowiska. Rodowicz trafnie definiuje jednak odmienny charakter tej inicjatywy: „Konkrety, które ustaliliśmy, dają nadzieję, że to nie będzie ciało-hybryda, zlepek różnych protestów, wydmuszka do pokazywania się na zewnątrz, ale prężnie działająca grupa uderzeniowo-interwencyjna z kompetentnymi konsultantami, stroną www, przedstawicielami w każdym województwie i zapleczem do działań, warsztatów i spektakli. […] Na spotkaniu w Łodzi podzieliliśmy się też opowieściami o sytuacjach, problemach i walkach poszczególnych grup, o projektach i możliwej współpracy między teatrami, i o oczekiwaniach wobec Offensywy. Zostało postanowione, że na razie nie powołujemy żadnego formalnego ciała ani organizacji, że na tym etapie liczba zadeklarowanych uczestników jest ważniejsza niż forma organizacyjna. Trzysta nazw teatrów umieszczonych pod listem do ministra kultury więcej znaczy niż zawiązana organizacja. Luźna formuła będzie mogła objąć większą liczbę uczestników”[15].

Jak dotąd OOT jest najszerzej zakrojonym i najlepiej zorganizowanym projektem mapującym i sieciującym polski off. Oczywiście zmagać się musi z tymi samymi problemami, co każda taka inicjatywa – brakiem czasu poszczególnych uczestników, finansów na działania – ale uruchomiony kapitał ludzki i energia inicjatorów dają nadzieję, że ta próba zakończy się sukcesem. Drugie spotkanie OOT odbyło się w październiku w Poznaniu w przestrzeni Sceny Roboczej, kolejne planowane jest na grudzień w warszawskim Instytucie Teatralnym.

Wrocławska Offensywa Teatralna

WrOT wypączkował niejako z pnia OOT, ale jest samodzielną organizacją. Najmłodszą z opisywanych – spotkanie założycielskie odbyło się jesienią 2016 roku podczas Olimpiady Teatralnej we Wrocławiu. Jak dotąd zrzesza 23 grupy działające lokalnie, które za zadanie postawiły sobie powołanie w mieście Ośrodka Offowego, repertuarowej sceny dla teatrów niezależnych (po części na podobieństwo poznańskiej Sceny Roboczej Ziajskiego). Na wrzesień przyszłego roku WrOT planuje organizację sześciodniowego przeglądu wrocławskiego offu, w programie którego znajduje się już 19 spektakli. W miarę powodzenia działań WrOT może, podobnie jak ZOT, stać się przykładem dobrych praktyk dla pozostałych regionów zrzeszonych w ramach OOT.

***

Wygląda na to, że A. D. 2016 jest dla polskiego offu dobrym rokiem. Piętnaście lat opisanych powyżej prób sieciowania, ideałów i niepowodzeń zaczęło katalizować się w kierunkowych, systemowych działaniach o zasięgu choć wciąż jeszcze nie ogólnopolskim (jeśli wierzyć statystykom, off to nawet 700-800 grup w całym kraju), to zdecydowanie ponadlokalnym. Wątpię, żeby nawet najlepiej zorganizowane inicjatywy mogły objąć cały ruch niezależny – Jakub Kasprzak w poprzednim „Nietak!cie” trafnie zauważał, że nigdy nie ma „pewności, czy w jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi miejscowości, na jakimś strychu albo w jakiejś piwnicy ktoś nie urządza właśnie sceny, na której odbywają się cuda”[16]. Paradoksalnie to pocieszająca myśl – miłośnicy offu zawsze wszak będą mieli czego szukać i do czego dążyć.



[1]  Przy czym nie będę zajmował się stricte lokalnymi zrzeszeniami w rodzaju federacji stowarzyszeń kulturotwórczych Baza Zbożowa ani też próbami o charakterze ponadlokalnym, które nie wyszły ponad poziom zakulisowych rozmów, jak w przypadku podejścia teatrów Chorea i Realistycznego do integracji środowiska offowego w województwie łódzkim. Pomijam także działania integrujące wąskie środowiska, jak np. teatry uliczne, choć i takie rzecz jasna miały i mają miejsce.

[2]  R. Jagucki, Dyktat śmiechu, „Gazeta Wyborcza”[b.d.] [za:] M. Poniatowska, Droga Bramy, Goleniów 2016.

[3]  Rozmowa z Januszem Janiszewskim, zapis w zbiorach autora.

[4]  A. D. Liskowacki, Unia ze sceną, „Kurier Szczeciński”, 27.09.2002 [za:] Poniatowska, op. cit.

[5]  Ł. Kaczyński, Przedwczesne czarnowidztwo, „Polska The Times. Dziennik Łódzki”, 21.12.2010.

[6]  A. Zegarek, Teatr Realistyczny walczy o prawa teatrów alternatywnych, skierniewickie.pl/wiadomosci/kultura/Skierniewice_Teatr_Realistyczny_walczy_o_prawa_teatrow_alternatywnych,2322.html [dostęp: 9.12.2016].

[7]  A.K. Drozdowski, E. Wójciak, Nieustająca troska, „Teatr” nr 6/2013.

[8]  A. K. Drozdowski, D. Jacewicz, Szukanie balansu, „Teatr” nr 12/2014.

[9]  Ibidem.

[10] A. K. Drozdowski, M. Kościółek, Za bardzo wierzymy artystom, „IDEO-GRAM. Gazeta festiwalu Poszukiwanie Alternatywy” nr 4/2013.

[11] Rozmowa z Januszem Janiszewskim, zapis w zbiorach autora.

[12] Drozdowski, Jacewicz, op. cit.

[13] Rozmowa z Maciejem Dziaczko, zapis w zbiorach autora.

[14] Zebranie założycielskie Federacji Teatrów Niepublicznych, fragment zaproszenia, facebook.com/notes/federacja-teatr%C3%B3w-niepublicznych/zebranie-za%C5%82o%C5%BCycielskie-federacji-teatr%C3%B3w-niepublicznych/444741272392778 [dostęp: 9.12.2016].

[15] T. Rodowicz, Wreszcie! – Ogólnopolska Offensywa Teatralna, teatralny.pl/felietony/wreszcie-ogolnopolska-offensywa-teatralna,1626.html [dostęp: 10.12.2016].

[16] Jakub Kasprzak, Off, czyli migotliwa przestrzeń [w:] „Nietak!t” nr 1/2016.

template Joomla