Artykuły

Michał Przybyła i Dominik Więcek / Bromance

PIOTR DOBROWOLSKI

Dominik Więcek i Michał Przybyła opowiadają o łączącej ich relacji – wprost, subtelnie i nienachalnie; bez długich tyrad, wahań i roztrząsań. Robią to lekko i ze znakomitym wyczuciem dowcipu, choć bywa też lirycznie. Nie stronią od słów, ale wiedzą, że często jeden gest znaczy więcej niż jakiekolwiek deklaracje. Znaczenie nie jest jednak dla nich najważniejsze. Słowem i ruchem, sposobem bycia na scenie i interakcjami wyrażają coś, co dla nich jest naturalne, oczywiste i niepozbawione sensu. Nie tłumaczą się z podjętych wyborów ani nie próbują przekonywać o niezwykłości własnej przyjaźni. Choć w wypowiadanym na scenie tekście przyznają, że zdarza im się wstydzić różnych rzeczy – tego, jacy są, jak wyglądają, jak czują się wobec innych – dokonują swoistego coming outu. Bromance jest jak wyjście z szafy. Nie wpisuje się w dominującą, popularną narrację – dlatego wymaga odwagi. Opowiadający o sobie mężczyźni nie próbują nawet odnosić się do typowej wizji „kumpli”, którzy – zgodnie z obowiązującym w Polsce stereotypem – mogą wspólnie imprezować, uprawiać sport czy rozmawiać o dziewczynach i samochodach, ale rzadko mają prawo przyznawać się do jakiejkolwiek słabości. Nie wypada im analizować relacji z własnymi ojcami, nie powinni wspominać o potrzebie wzajemnej bliskości, a już niemal nigdy – nawiązywać ze sobą kontaktu fizycznego.

Więcek i Przybyła wskazują możliwą alternatywę, swoim autorskim spektaklem otwierając drzwi, do których polscy artyści zbliżają się rzadko. Przełamują stereotyp szorstkich, „męskich” relacji. Robią to niekonwencjonalnie, bo nie zastępują go (coraz częstszymi w literaturze i teatrze) odniesieniami wykorzystującymi estetykę queer ani innym typem nawiązań do homoseksualizmu i kultury gejowskiej. Ten obszar nie stanowi tabu: nie boją się takich sygnałów ani ich nie unikają, jednak – traktując je jako zupełnie naturalne – w żaden specjalny sposób ich nie eksponują i nie zatrzymują się nad nimi dłużej. W ich spektaklu nie chodzi o miłość, a już na pewno nie o miłość, która łączy się z erotyzmem. Przypomina on po prostu o znaczeniu przyjaźni, która miewać może różne odcienie i siłę. Sugeruje, że pomiędzy dwiema osobami (bez względu na płeć) czasem pojawić się może coś głębszego niż przyjaźń. Coś, na czego określenie nie znaliśmy dotychczas odpowiedniego słowa. Dziś to „coś” nazwać można bromance’em.

Bromance (jak definiuje Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego) oznacza „bardzo bliską relację uczuciową między mężczyznami, pozbawioną wymiaru seksualnego”. Więcek i Przybyła wykorzystują ten rzeczownik w tytule swojego spektaklu, określając nim związek łączący grane przez nich postaci. Niemal automatycznie zostają z nimi utożsamieni, ponieważ na scenie stosują poetykę osobistego wyznania – używają własnych imion i nazwisk, opisują swoje doświadczenia, nawiązują do własnego wyglądu, opowiadają o swojej przeszłości, mówią o własnym życiu zawodowym i prywatnym. Chociaż widzowie nie mogą zweryfikować prawdziwości wszystkich prezentowanych zdarzeń, doświadczeń i refleksji, bez wahania respektują reguły paktu autobiograficznego. Zyskują w ten sposób dodatkowy impuls i argumenty, żeby dać się ponieść tworzonej historii – opowieści prawdziwe, oparte „na faktach autentycznych” często wydają się bardziej atrakcyjne dla publiczności i przyciągają widzów z większą siłą.

Zrzut ekranu 2019-02-15 o 18.37.02

Najmocniejszą stroną Bromance’u nie jest jednak samo wrażenie autentyczności, a różnorodność stosowanej poetyki, płynnie łączącej dosłowność z metaforą. Artyści doskonale operują cytatami z rzeczywistości, równoważąc je wieloznaczną prezentacją znakową i przemyślanym, ekspresyjnym ruchem, który – w połączeniu z muzyką (Przemek Degórski) – wprowadza do ich spektaklu szereg elementów lirycznych. Choć nie zawsze porywa mnie taki rodzaj teatralnej ekspresji, oglądając Bromance miałem wrażenie, że nawet pozornie abstrakcyjne sceny taneczne, choć wyraźnie spowalniają akcję widowiska, nie osłabiają siły jego oddziaływania na odbiorców. Jeśli po przeczytaniu tego opisu ktoś obawia się jakiejś maniery czy specyficznej pozy, może być spokojny – dla Więcka i Przybyły, profesjonalnych tancerzy poznańskiego Polskiego Teatru Tańca, ruch jest w pełni naturalnym, codziennym, niemal przyrodzonym typem ekspresji.

Punktem wyjścia jest w spektaklu sytuacja sportowego współzawodnictwa. W profesjonalnych strojach, z kaskami na głowach, postaci toczą kolejne zapaśnicze pojedynki prowadzące do obezwładnienia przeciwnika. Wrażenie rywalizacji bardzo szybko przełamane zostaje sygnałami to ironii, to znów zrozumienia, a nawet czułości. Mężczyźni znają i respektują reguły rządzące ich relacją. Ich świadomość wybrzmiewa jako podawany z offu tekst. Mowa w nim między innymi o tym, że nigdy nie należy umawiać się z „jego” byłą dziewczyną, nawet jeśli ona to zaproponuje. Że zawsze należy „go” kryć przed szefem. Że można poprosić „go” o wszystko, ale są rzeczy, o które nigdy „go” prosić nie należy. Sama znajomość zasad nie wystarczy jednak, by uznać, że prezentowana relacja jest jednoznacznie prosta i przekształca się w banalną, cukierkową idyllę. Każdy czasem ma fochy, może wykorzystać przyjaciela do zrobienia czegoś, czego sam robić nie lubi, a nawet dotkliwie kąsać go docinkami. Chociaż wszystko to (jak i setki innych rzeczy) wywołuje czasem irytację, a nawet złość bliskiej osoby, nie jest w stanie zagrozić samej przyjaźni.

Zrzut ekranu 2019-02-15 o 18.37.44

 

Bromance łączy ruch i tekst, które współtworzą spójną narrację. Na obu wskazanych poziomach komunikacji scenicznej pojawiają się zarówno sceny dialogowe, jak i monologi, zaś obok wypowiedzi o charakterze indywidualnym – intertekstualne. Aktorzy mówią o własnych relacjach rodzinnych. Wspominają dzieciństwo, krytycznie opowiadają o sobie samych i przywołują początki swojej znajomości. Kilkukrotnie nawiązują do konwencjonalnych ujęć i sposobów opisu bliskich relacji między mężczyznami, ale grają na nosie społecznym nawykom wykształconym w kulturze patriarchalnej: zapaśniczy sparing nie przydaje im męskości, a czynność tak nietypowa dla mężczyzn, jak czesanie przyjaciela – nie neguje jej. Wzajemną zależność komentują obrazowym cytatem centralnego elementu fresku Michała Anioła z sufitu Kaplicy Sykstyńskiej. Nawiązanie do Stworzenia Adama sugeruje, że ich bromance współtworzy ich i wpływa na to, kim są. Być może pewne znaczenie ma też testosteron, jednak wspomnienie męskiego hormonu w cytacie z popularnej piosenki Kayah („strach lepszy jest niż szacunek”) pojawia się raczej jako dowcip.

Chociaż Dominik Więcek i Michał Przybyła współpracowali z Przemkiem Degórskim (muzyka) i Anną Królicą (opieka dramaturgiczna), wpisali się w praktykę typową dla polskich twórców offowych i sami wzięli pełną odpowiedzialność za stworzone widowisko. Opracowali jego koncepcję, napisali tekst i wymyślili choreografię, a całość wyreżyserowali, sprawnie łącząc wszystkie elementy. Ze sceny mówią własnym, niepowtarzalnym
głosem, wykorzystując prywatne warunki fizyczne, doświadczenia, talent i posiadane umiejętności. Dodatkową wartością ich spektaklu jest to, że twórczo potrafią wykorzystać włączane do widowiska sygnały własnej niepewności; niedoskonałość, tremę i obawę porażki, przekuwając je na własną korzyść. Nie wiem, czy uda im się utrzymać ten stan, bo podczas premierowego wieczoru z pewnością wyczuwali zainteresowanie i zaangażowanie widzów, z uwagą słuchających każdego ich słowa i obserwujących każdy gest, co wyraźnie zwiększało ich pewność siebie.

Zrzut ekranu 2019-02-15 o 18.37.34

Samo podjęcie tematu męskiej przyjaźni nie świadczy jeszcze o przełamaniu obowiązującej normy. Jednak styl, w jakim autorzy Bromance’u realizują swój zamiar, nadaje ich spektaklowi niezwykły charakter. Nie ma on nic wspólnego z programową deklaracją czy propagowaniem jakichkolwiek postaw, a jednak ma wymowę polityczną. Niemal pozbawiony odniesień do osób trzecich – pozostaje wypowiedzią krytyczną w wymiarze społecznym. Nie wszyscy zaangażowani twórcy przedstawień teatralnych wiedzą dzisiaj, że takie widowiska można tworzyć bez dosłownego manifestowania czegokolwiek czy ogłaszania szumnych deklaracji. Zmęczeni obowiązującym kanonem zwyczajów społecznych, oczekujemy jego otwartej krytyki. Tymczasem Więcek i Przybyła nie tematyzują opresyjności władzy tradycyjnych norm, a są wobec nich polemiczni. Prezentując wewnętrzny świat relacji pomiędzy dwójką bohaterów udowadniają, że wyjście poza zaklęty krąg kulturowego obyczaju jest możliwe. Połączenie wszystkich tych wniosków z interesującą, różnorodną formą, wielowarstwowymi znaczeniami i sporym ładunkiem humoru sprawia, że Bromance jest bardzo ważnym i ciekawym przedstawieniem.

Spektakl Więcka i Przybyły wyprodukowany został przez poznańską Scenę Roboczą jako zwycięzca konkursu na rezydencję teatralną Nowa Generacja 2018. Mam wrażenie, że razem z pokazaną w poprzednim sezonie Rodziną Circus Ferus i wyreżyserowanym przez Aleksandrę
Jakubczak spektaklem Dziewczyny opisują świat tworzy on w repertuarze Sceny różnorodny, trzyczęściowy cykl tematyzujący różne poziomy relacji międzyludzkich. Chociaż żyjemy w zatomizowanym świecie, nie przestały one interesować artystów, gotowych opisywać własne oczekiwania i refleksje bez nostalgii i kpiny. Równocześnie jednak, stworzony przez profesjonalnych tancerzy w otwartej, nieograniczonej przestrzeni teatru offowego, Bromance nie unika powagi, ironii ani dowcipu. To znakomite świadectwo uniwersalnej potrzeby bliskości.


Centrum Rezydencji Teatralnej Scena Robocza w Poznaniu
Michał Przybyła, Dominik Więcek
Bromance
koncepcja, reżyseria, choreografia i wykonanie:
Michał Przybyła, Dominik Więcek
muzyka: Przemek Degórski
opieka dramaturgiczna: Anna Królica
premiera: 5.10.2018

template Joomla